Witam Państwa na stronie doradcafinansowy.net.pl


Piotr Goliszewski – Doradca Finansowy z 10 letnim doświadczeniem. Autor licznych publikacji prasowych z dziedziny finansów i doradztwa finansowego. Dyrektor i współwłaściciel Kancelarii Financial Future. W przeszłości pracował
dla takich firm jak Xelion Doradcy Finansowi i Goldenegg S.A. gdzie pełnił funkcje Kierownika Regionu i Specjalisty ds. Inwestycji.

Czynny zawodowo doradca finansowy z którego usług korzystają klienci z Polski
i Europy Zachodniej (Niemiec, Francji, Holandii, Anglii). Kilkuset zadowolonych klientów jest dla niego najlepszą rekomendacją.
referencje

Doradca finansowy roku 2007

Dane według Goldenegg S.A.

Jak chronić się przed stratami inwestując w fundusze inwestycyjne?

Jak chronić się przed stratami inwestując w fundusze inwestycyjne?

Każdy inwestor ma jeden cel: pomnożyć swoje oszczędności. Bez wątpienia są również tacy, dla których najważniejsza jest ochrona już zgromadzonego kapitału - jednak, aby chronić nasze środki chociażby przed inflacją muszą one na siebie pracować. Konta oszczędnościowe w banku często nie przekraczają poziomu inflacji a i lokaty bankowe nie zawsze są w stanie przed inflacją odpowiednio zabezpieczyć.

Co więc zrobić, aby pozwolić naszym pieniądzom efektywnie, ale i bezpiecznie pracować? Rozwiązań jest wiele. W każdym jednak z nich przed rozpoczęciem inwestycji musimy opracować „plan B” w przypadku, gdyby zamiast spodziewanych zysków nasze inwestycje stopniowo lub nagle zaczęły „topnieć”.

Niezwykle ważna jest strategia

Nie tylko ta w przypadku wzrostów – taką opracować potrafi każdy. Już przy rozpoczęciu inwestycji musimy mieć opracowany plan na wypadek strat. Kluczowe jest tutaj ustalenie tzw. „progu bólu”. To nic innego jak określenie akceptowalnej przez nas straty. Dla jednych będzie to 5%, dla innych 10%, inni jeszcze zaakceptują stratę na poziomie 20% ciesząc się, że uchronili przed spadkami pozostałe 80% kapitału.

Jak taki próg bólu ustalić? Najprościej wyobrazić sobie jak zachowamy się, gdy wspomniane 20% stracimy? Czy będziemy spać spokojnie? Czy taka sytuacja nie zakłóci naszego codziennego funkcjonowania? Jeśli w znacznym stopniu wpłynie to negatywnie na nasze zwykłe zajęcia strata na poziomie 20% nie jest dla nas. Kwestia, którą w tej chwili poruszam dla wielu wydaje się prosta i oczywista. Prawda jest jednak taka, że w swojej codziennej praktyce zawodowej bardzo często spotykam klientów, którym potencjalne zyski przysłaniają zdroworozsądkowe myślenie. Problem rodzi się dopiero wtedy, gdy staniemy przed faktem dokonanym i z zainwestowanego przez siebie kapitału ratujemy zbyt późno zaledwie jego część.

Bezwzględność

Rzadko się o tym mówi. Ale jeśli opracujemy już naszą strategię, bezwzględnie musimy się jej trzymać. A więc gdy nasz „próg bólu” określiliśmy na poziomie 10% to bez wahania, gdy jedna z naszych inwestycji ten minusowy poziom osiągnie ucinamy straty i wychodzimy z feralnej inwestycji. Nie czekamy aż się odbije, nie analizujemy, co się może wydarzyć, nie łudzimy się nadzieją, że straty odrobimy. Spotkałem w swoim życiu wielu inwestorów, którzy na takie wzrosty czekali i może by czekali jeszcze do dziś. Pamiętajmy – jeśli stracimy 50% z naszej inwestycji to odpracować musimy aż 100%, aby przywrócić poziom z jej otwarcia. To prosta matematyka, która często nam umyka.

Podkreślmy – bezwzględnie w takim przypadku realizujemy nasz awaryjny plan i stratę ucinamy. Dobrych okazji inwestycyjnych na rynku nie brakuje. Zapewne znajdziemy inne, lepsze rozwiązania w których naszą stratę będziemy mogli odrobić. A w skrajnych przypadkach warto odczekać na „lepsze czasy” chociażby w funduszach pieniężnych, które przy znikomym ryzyku inwestycyjnym, w bezpieczny sposób pozwolą nam osiągnąć stopy zwrotu rzędu 6-7 procent (nie brak również funduszy pieniężnych, które potrafiły wypracować zyski na poziomie 12% w skali roku przy ryzyku bliskim zeru).

Inna szkoła mówi o przeczekaniu. Nie jestem i nie byłem jej zwolennikiem nigdy. Rok 2007 pokazał, że Ci którzy przy stracie na poziomie 20% liczyli na odbicie swoje inwestycje nierzadko zmuszeni byli zamykać tracąc 50% kapitału. Z mojej zawodowej praktyki wynika, że zdecydowanie lepsze efekty inwestycyjne można osiągnąć stosując wspomniany „próg bólu” i opisany poniżej „poziom satysfakcji”.

A co z zyskami?

Nic nie rośnie bez końca. Podobnie jak przy akceptowanych stratach tak również tutaj powinniśmy ustalić sobie pewien pułap satysfakcjonujących nas zysków – nazwijmy to „poziom satysfakcji”. I tutaj strategii może być kilka:

  • pierwsza polega na bezwzględnym umorzeniu wszystkich jednostek i zrealizowaniu zysków
  • druga bardziej zaawansowana polega na przeniesieniu wcześniej ustalonego przez nas poziomu bólu wyżej. Na przykładzie: Nasz poziom satysfakcji to 15% - próg bólu to 10%. W momencie, kiedy osiągniemy poziom satysfakcji w wysokości 15% zysków - ustalamy nowy poziom satysfakcjonujących nas zysków – nadal może być to 15%. Jednocześnie ustalamy nowy próg bólu – również może być to dalej 10%, ale liczony już od wartości kapitału i wypracowanego zysku. Dzięki temu nawet w przypadku nagłego załamania koniunktury będziemy mogli cieszyć się zyskiem na poziomie 5%. Niewiele ktoś pomyśli. Jednak w przypadku potencjalnych strat i minusowej stopy zwrotu z innych inwestycji bardzo dużo. Oczywiście ten schemat powtarzamy za każdym razem, gdy na nowo osiągniemy poziom satysfakcji. Dzięki temu w bezpieczny sposób cieszyć się możemy swoimi zyskami, szybko reagując na straty. Każde ustalenie zarówno poziomu bólu i poziomu satysfakcji wymaga ponownej analizy sytuacji i aktualnych prognoz rynkowych. Przykładową symulację tak prowadzonej inwestycji przedstawia rysunek numer 1.
Rys. 1


Opis Rys. 1: Szarym kolorem pokazano zachowanie jednego z polskich funduszy akcyjnych od roku 2006. Kolorem zielonym zaznaczono zachowanie naszej strategii inwestycyjnej opartej o ten sam fundusz. Jak widać po osiągnięciu w połowie roku 2007 „progu bólu” na poziomie 10% inwestor wyszedł z inwestycji. Powrócił do niej dopiero wtedy, gdy według przyjętej strategii fundusz osiągnął stopę zwrotu na poziomie 15% („poziom satysfakcji”, który tutaj był jednocześnie sygnałem powrotu opisanym krótko poniżej). Uchroniło to inwestora przed kilkudziesięciowymi stratami, a ścisłe trzymanie się obranej na początku strategii pozwoliło osiągnąć końcową stopę zwrotu przeszło 100% wyższą niż pokazany w przykładzie fundusz inwestycyjny.

  • trzecia strategia polega na częściowym umarzaniu jednostek w przypadku występujących zysków. Szczególnie zalecana jest w okresie, kiedy hossa trwa już długo i trudne do przewidzenia jest dalsze zachowanie rynku. Dzięki tej strategii jednocześnie chronimy część kapitału, nadal pozwalając pracować naszym zyskom.

W każdej z tych strategii ważne jest ścisłe trzymanie się ustalonego na początku planu. Jego zmiana w trakcie trwania inwestycji może wiele nas kosztować.

Dziś dostępne są wyspecjalizowane narzędzia, które za nas będą pilnować zarówno poziomu satysfakcji jak i progu bólu a my dostaniemy informację o osiągnięciu danych pułapów choćby smsem będąc na wakacjach. Proste, wygodne i bezpieczne. I sprawdzone – tego rodzaju narzędzia od wielu miesięcy stosuję i daję możliwość z ich korzystania moim klientom. Efekty – myślę, że warte uwagi i godne polecenia. Rysunek 1 zamieszczony powyżej ukazuje jednostkowy przykład na konkretnym funduszu. Podobne symulacje przeprowadzić możemy na każdym innym funduszu inwestycyjnym, pamiętając, że budując portfel inwestycyjny oparty o fundusze, każdy z nich obserwować musimy z osobna. Na wyżej opisanym rysunku zauważyć można jeszcze jeden współczynnik: „sygnał powrotu”. Wskaźnik ten opisuję szerzej w innym artykule. Chodzi o moment powrotu do inwestycji po jej wcześniejszym zamknięciu w chwili osiągnięcia „progu bólu”. „Sygnał powrotu” określić powinniśmy jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji – jest to jeden z kluczowych czynników naszej strategii inwestycyjnej.

Te trzy progi: sygnał powrotu, poziom satysfakcji i próg bólu – to najważniejsze wskaźniki w naszej inwestycji, o których nigdy nie powinniśmy zapominać.

Zdywersyfikuj

To modne słowo i często używane, a nawet nadużywane. Trudno bowiem mówić o dywersyfikacji, gdy nasz portfel inwestycyjny budujemy jedynie z samych akcji. I nieważne jest tutaj, że akcje te pochodzić będą z kilkunastu regionów świata: Brazylii, Chin, Indii, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Polski, Turcji i Afryki. To modelowy, często popełniany błąd zarówno wśród początkujących inwestorów, ale niestety również przez doradców z mniejszą praktyką zawodową. Nie na wiele taka dywersyfikacja zdała się choćby w roku 2007 kiedy po kryzysie na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych cały świat z przerażeniem obserwował wydarzenia a inwestorzy każdego dnia liczyli straty. Jak więc mądrze podzielić swój koszyk inwestycyjny? Możliwości nie brakuje. Do inwestycji czysto giełdowych dodajmy obligacje, fundusze pieniężne i hedgingowe - potrafiące zarabiać zarówno na wzrostach, jak i spadkach. Nie zapominajmy o surowcach. Tutaj warto zwrócić swoją uwagę w kierunku złota i srebra – choć nie zwalnia nas to z przeprowadzania analizy sytuacji i prognoz związanych z tymi surowcami. Do tego dojść mogą inne inwestycje alternatywne: chociażby bardzo popularne w ostatnim czasie i przynoszące całkiem ciekawe stopy zwrotu inwestycje w wino i whisky. Inwestorzy z grubszym portfelem powinni pomyśleć o inwestycjach w nieruchomości – szczególnie ziemię. Te inwestycje obarczone są jednak dość małą płynnością, a w przypadku, gdy myślimy o zakupie gruntów rolnych i ich przekształcaniu w działki budowlane wymaga to dużej wiedzy i czasu poświeconego na szereg formalności. Są już dostępne tego rodzaju inwestycje przygotowane przez profesjonalne firmy, które za nas wszelkich formalności dokonają, a my oczywiście przy akceptowaniu pewnego poziomu ryzyka liczyć możemy na stopy zwrotu często kilkudziesięciu procent w skali roku. Jeśli nasza wiedza w tym zakresie jest niewielka warto spotkać się z doświadczonym doradcą, który poza typowymi inwestycjami w fundusze ma nam do zaoferowania znacznie więcej. Jeśli nasz doradca finansowy z uporem maniaka wspomina jedynie o funduszach inwestycyjnych, rozsądne jest głębsze przyjrzenie się rynkowej ofercie.

Uśredniaj ceny

Kupowanie hurtem jest korzystne przy wyprzedażach w hipermarketach. Ale nie w inwestycjach. Nie ważne jak dużym kapitałem dysponujesz zawsze najgorszym doradcą jest pośpiech. Posiadasz 100000 zł oszczędności? Podziel je na 10 części i dopłacaj np. w odstępach miesięcznych do rozpoczętej inwestycji. Albo podziel na 4 części i kupuj co kwartał. W ten sposób w znaczny sposób ograniczysz ryzyko wejścia w inwestycje w nieodpowiednim momencie – np. w przypadku końca hossy. Dodatkowo magiczne uśrednienie cen jednostki pozwali wypracować zyski nawet w przypadku znacznych wahań giełdowych – kupując raz na górce, raz w dołku mamy możliwość zarabiania na zróżnicowanej ilości zakupywanych jednostek i ich aktualnych cen. Tutaj również zalecane jest stosowanie wcześniejszej zasady, dotyczącej omawianego wcześniej „progu bólu” i „poziomu satysfakcji”

Aby lepiej zrozumieć jak bardzo jest to ważne, przyjrzyjmy się rysunkowi nr 2.

Rys. 2

Jak widać na powyższym wykresie niezależnie od tego, czy stosować będziemy strategię opartą o próg bólu i poziom satysfakcji uśrednianie ceny jednostki (pokazane w przypadku wpłat miesięcznych) pozwoli nam w każdym czasie zarobić więcej niż inwestując wszystko jednorazowo w wybrany fundusz inwestycyjny – tutaj pokazany kolorem szarym. Niebieski wykres przedstawia stopę zwrotu jaką osiągniemy dokonując miesięcznych wpłat, dzięki uśrednieniu ceny jednostki. Jeszcze lepsze efekty uzyskamy dodając zasadę „progu bólu” i „poziomu satysfakcji” (kolor zielony). Kolorem czerwonym zaznaczono nasz wpłacony kapitał.

Określ horyzont czasowy

Od tego powinniśmy zacząć budować każdą strategię inwestycyjną. Inaczej będzie ona wyglądać przy inwestycji na kilka miesięcy, inaczej przy takiej na kilka czy kilkanaście lat. Przy krótkoterminowych inwestycjach poziom zaangażowania w aktywa o zwiększonym ryzyku w stosunku do całości portfela nie powinien przekraczać 15 – 20 procent. W przeciwnym wypadku w sytuacji nagłego załamania koniunktury nie uda nam się odzyskać straconego kapitału. Fundusze akcyjne i inne instrumenty o dużym potencjale wzrostu, a co za tym idzie zwiększonych możliwościach wypracowania sporych zysków zalecane są dla osób, które mogą pozwolić sobie na inwestowanie w horyzoncie minimum 5 letnim. I to jest bezwzględne minimum jeśli zależy nam na zabezpieczeniu swoich oszczędności. Opisywany wyżej próg bólu i poziom satysfakcji może okazać się zbyt małym zabezpieczeniem przy krótkoterminowych inwestycjach, jeśli zbyt lekceważąco podejdziemy do określenia horyzontu czasowego. Jeśli przewidujemy, że w trakcie trwania inwestycji będziemy musieli w nagłym przypadku umorzyć część inwestycji zostawmy sobie odpowiednią ilość środków w bezpiecznych instrumentach finansowych, np. funduszach rynku pieniężnego na zabezpieczenie nieprzewidzianych wydarzeń. Ich odkupienie odbywa się nawet w ciągu jednego dnia. Uchroni nas to przed koniecznością umarzania środków z instrumentów o zwiększonym ryzyku w najmniej odpowiednim momencie – np. znaczącej straty lub sprzyjającej wzrostom koniunktury.

Podsumujmy

Inwestowanie jest sztuką, której uczyć można się przez całe życie. Błędy popełnione przez nas w przeszłości nie powinny hamować nas przed powrotem do inwestycji. Każdy błąd przybliża nas do celu. Należy pamiętać, że inwestowanie może okazać się bardzo ciekawym, pasjonującym i dochodowym zajęciem, ale tylko wówczas, gdy zrozumiemy, że wymaga ono czasu, fachowej wiedzy, cierpliwości, spokoju i konsekwencji w realizacji postawionych sobie celów. Ostrożni bądźmy przy podejmowaniu decyzji z rekomendacji rodziny czy znajomych. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne cele i inne podejście do ryzyka. Inwestycja, na której udało się zarobić innym wcale nie musi okazać się odpowiednia w naszym przypadku. Podążanie za tłumem to jeden z najczęściej popełnianych błędów. Idealna inwestycja, która dała zarobić w zeszłym roku kilkadziesiąt procent nie daje nam gwarancji na powtórzenie swojego sukcesu w kolejnym roku. I odwrotnie. Inwestycja, która w ciągu ostatnich miesięcy przynosiła straty może okazać się wyjątkowo atrakcyjną w przyszłości. Jedno z powiedzeń giełdowych głosi: „Gdy taksówkarz zapyta cię, w co warto teraz zainwestować, aby najwięcej zarobić – warto ze swoich inwestycji uciekać”. Nie chodzi tu o obrażanie jakiegokolwiek z zawodów. Przysłowiowy taksówkarz jest tu synonimem dużej grupy społecznej, która myślenie o inwestycji rozpoczyna zbyt późno: wówczas, gdy inni zdążyli już na niej zarobić i myślą o realizacji zysków. Bo tam gdzie są już wszyscy – tam z dużym prawdopodobieństwem spodziewać możemy się tylko jednego. Miejmy to na uwadze i nie bójmy się jak mawiał Buffet być chciwi, gdy inni się boją. Bać powinniśmy się wtedy, gdy chciwi są inni. Te słowa niech nam towarzyszą za każdym razem, gdy rozpoczynamy pomnażanie swojego kapitału.

autor:

Piotr Goliszewski

Specjalista ds. Inwestycji

www.doradcafinansowy.net.pl


Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a treści w nim zawarte przedstawiają subiektywne poglądy autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte pod wpływem lektury powyższego artykułu.


 

Artykuł objęty jest prawami autorskimi. Kopiowanie, rozpowszechnianie w całości lub fragmentach zabronione.